poniedziałek, 1 czerwca 2009

Poobiedni Mietus …


W kazdym roku powtarza sie ta sama historia… Czyli lato w pelni, wszyscy pedza na plaze no a ja… jak zwykle nie gotowa aby wcisnac sie w moje bikini. Ten rok jest szczegolnie bolesny ze wzgledu na nasz pobyt we Wloszech, gdzie niczego ale to naprawde niczego sobie nie zalowalam. W kazdym z okolo 20 miast ktore odwiedzilizmy, musialam degustowac sie gelato... Przyznam sie ze w niektorych miastach tak jak w Rzymie lub na Capri, degustowalam sie gelato nawet kilka razy dziennie... Tak jak wiekszasc tutystow szuka we Wloszech zabytkow, sztuki, hostorii, ja szulalam restauracji, kafejek i lodziarni... Po tegorocznym wiec pobycie we Wloszech co w tym roku uzywam jako wymowke na moja sytuacje z bikini :) ciezko teraz pracuje zeby zwalczyc negatywne efekty mojej milosci do jedzenia... Czyli dieta, yoga i bieganie z Monika jest przymusowe kilka razy w tygodniu...
Bedac kiedyc w restauracji podpatrzylam ciekawy sposob na zaspokojenie slodkiego zeba.. Po odmowieniu kelnerowi deseru ktory oferowal z duzym usmiechem oraz po poinformowaniu Go, ze "przeciez jestem na diecie", nasz kelner wrocil do stolu z jeszcze wiekszym usmiechem i z talezykiem pelnym bardzo oryginalnych mietusow czekoladowych....
Oczywiscie nie obylo sie o ublagania o przepis i technike wykonania... Wyprobowalam przepis w domu i jest fantastyczny! Dziele sie wiec tym latwym, oryginalnym i malokarorycznym przepisem na poobiedni mietus, ktory zaspokoi nasz smak na cos slodkiego bez konsumpcji wyskokalorycznego deseru i ktory moze byc rownie dobrze uzywany do ozdobienia ciasta lub deseru:
Utopic na parze w malym zaroodpornym naczynku ½ tablicy gorzkiej chekolady. Trzymajac pinseta za ogonek listki miety, zmoczyc je do polowy w czekoladzie i roz;ozyc na talerzu wczesniej ochlodzonym w zamrazalniku przez okolo 10 minut. Wlozyc talez z lismi w czekoladzie z powrotem do zamrazalnika i nasz deser bedzie gotowy za okolo 10-15minut.
Smacznego :)